
31 rodzin ze Smolca
koło Wrocławia z powodu konfliktu między wspólnikami w spółce deweloperskiej
nie ma aktów własności domów, za które zapłacili. Teraz banki mogą cofnąć im
kredyty.
Skusiły ich atrakcyjne ceny oraz ładna, spokojna okolica. W przypadku niektórych osób była to już kolejna inwestycja na tym osiedlu. Wszyscy mieli duże zaufanie do jednego z największych wówczas wrocławskich deweloperów spółki Eko-Bau, której właścicielami są Marek Serkieza i Roman Jędrzejczyk.
W połowie zeszłego roku podpisali umowy przedwstępne i wpłacili pieniądze. Do tej pory nie zostali jednak pełnoprawnymi właścicielami szeregówek, mimo że umowa przedwstępna gwarantowała im przeniesienie własności do końca stycznia bieżącego roku. I nie wiadomo, kiedy nimi zostaną.
Jeden z
właścicieli spółki deweloperskiej, działając zgodnie z prawem, nie wyraża na to
zgody. Teoretycznie takie weto może zgłaszać w nieskończoność. „Każdy z nas ma
tę świadomość, że może się okazać, iż nie będziemy tutaj mieszkać. To jest
właśnie największy dramat” - mówi jeden z poszkodowanych klientów.
W związku z tym, że umowy przedwstępne nie były podpisane w formie aktów notarialnych, występowanie do sądu o przymuszenie dewelopera do podpisania umowy przyrzeczonej daje poszkodowanym małe szanse zwycięstwa i uzyskania własności, za którą ponad rok temu zapłacili.
ZOBACZ TAKŻE
w serwisie bblog.pl:
Pamiętajcie o notariuszu!
Ze względu między innymi na nieskazitelną reputację potężnej
spółki klienci nie podpisali aktów notarialnych. Wśród nich byli też prawnicy.
„Nie
pytałem nawet o akt, bo sytuacja wydawała się pewna. Powstało już duże osiedle,
kolejne mieszkania i domy budowano na zasadzie kontynuacji. Poza tym to nie
była firma krzak, tylko sprawdzony deweloper” - mówi jeden z klientów Eko-Bau.
Tragedia w majestacie
prawa
Domy zakupili od spółki Eko-Bau na podstawie uchwały z dnia
23 marca 2006 r., którą przyjęto na przeprowadzonym zgodnie z prawem handlowym
i umową spółki walnym zgromadzeniu. Na zgromadzeniu tym był obecny wyłącznie
jeden ze wspólników: Roman Jędrzejczyk.
Drugi wspólnik Marek Serkieza nie przybył, mimo że został powiadomiony. Jak twierdzi, dzień wcześniej rozpoczynał planowany urlop i poinformował o tym ówczesnego prezesa spółki, Mirosława Weremiuka.
„Mój błąd polegał na tym, że ja im to zakomunikowałem, a nie wysłałem swojego pełnomocnika, który mógłby uchwałę zatwierdzić, albo zgłosić sprzeciw” - mówi w rozmowie z Money.pl Marek Serkieza.
Umowa spółki skonstruowana jest w ten sposób, że niezbędna jest więcej niż połowa głosów wspólników obecnych na gromadzeniu, żeby podjąć uchwałę.
Roman Jędrzejczyk jednogłośne uchwalił sprzedaż około 200 lokali mieszkalnych i domów w zabudowie szeregowej. Rozpoczęto podpisywanie aktów notarialnych. Jednocześnie Marek Serkieza wniósł do sądu wniosek o rozwiązanie spółki. Wyrok zapadł w sądzie okręgowym 27 grudnia 2006 roku. Do spółki wkroczył likwidator.
Do zbycia nieruchomości, a wiec podpisania umów przyrzeczonych z wszystkimi rodzinami, już po ogłoszeniu likwidacji, wymagana okazała się jednak zgoda obu wspólników. I tu pojawił się problem. Jeden z nich, Marek Serkieza konsekwentnie odmawia udzielenia zgody.
Powód: „W pewnym momencie przez wiele miesięcy nie miałem w ogóle dostępu do dokumentów spółki. Na szczęście te nieruchomości są jeszcze jej majątkiem. Nie wiedziałem, na jakich zasadach funkcjonował obieg dokumentów, jakie były podpisane umowy” - tłumaczy Serkieza w rozmowie z Money.pl.
Wykorzystuje więc swoje prawo do głosowania przeciw uchwale o sprzedaży i konsekwentnie nie zgadza się na przeniesienie własności. Wszystko dzieje się w majestacie prawa.
W międzyczasie obaj wspólnicy organizowali spotkania z mieszkańcami. Zapewniali, że sprawa wkrótce się rozwiąże. Serkieza na monitorowanym spotkaniu w asyście prawników i ochroniarzy zobowiązał się, że do końca roku 31 rodzin otrzyma akty notarialne. Nie potwierdził tego jednak na piśmie.
„Klienci właściwie są w przekonaniu, że ja im wydam zgodę na zbycie
tych nieruchomości. Zostawiam sobie czas do końca roku na kompletne zbadanieZOBACZ TAKŻE:
Siedem grzechów głównych deweloperów
dokumentów księgowych spółki przy pomocy biegłych oraz różnych instytucji” -
mówi Marek Serkieza.
„To walka z niewidzialnym wrogiem, trochę jak z karate. Na spotkaniu dowiadujemy się, że siły ciemności opanowują ziemię i Serkieza tę ciemność zwalcza. Jednocześnie zapewnia nas, że podpisze akty, ale pod warunkiem, że nie jesteśmy uwikłani. Jeśli wszystko zrobili Państwo jak trzeba, to nie musicie się bać - uspokajał nas. Tylko w co my mamy być uwikłani?” – mówi jeden z poszkodowanych klientów.
Drugi wspólnik wystawił natomiast każdemu z poszkodowanych pełnomocnictwo, za pomocą którego mogą oni głosować za podjęciem uchwały na każdym zgromadzeniu.
„Każdy z klientów spółki Eko-Bau, który sobie tego życzył
otrzymał pełnomocnictwo do głosow
Jędrzejczyk dąży do możliwie najszybszego rozwiązania konfliktu i swoich interesów z Serkiezą. „Nie zależy mi na dodatkowych pieniądzach, ani na tej spółce, ale na tym żeby ci ludzie mogli mieszkać. Wyraziłem zgodę na to, żeby już się wprowadzali, bo nie widziałem, żeby ktoś wyrzucił ze swoich domów i mieszkań kilkadziesiąt rodzin – mówi Jędrzejczyk i dodaje - Na kontach spółki Eko-Bau jest w tej chwili ok. 6-8 mln złotych i powiedziałem likwidatorowi, że może każdego dostępnego sposobu użyć, żeby wykorzystać te pieniądze i żeby ci ludzie mogli dostać mieszkania.”
Natomiast faktem jest, że nie ma konstrukcji prawnej, która
chroniłaby prawo własności klientów Eko-Bau. „Bez względu na to, czy pan
Serkieza blokuje te akty, bo ma taki kaprys, czy po prostu musi przemyśleć
jakieś sprawy, to on jest tą osobą, która podpisanie aktów blokuje”- mówi jedna z niedoszłych właścicielek szeregówki w Smolcu.
Kosztowna walka o
swoją własność
Oczywiste jest, że mieszkańcy od prawie roku żyją w ogromnym stresie. Część z nich korzysta ze wsparcia psychologów i psychiatrów. Po niemal roku czekania wykańczają zakupione domy i wprowadzają się, na co oficjalną zgodę wyraził likwidator Jerzy Pałys. Nadal nie ma jednak pewności, że te domy staną się kiedyś ich własnością.
Dlatego sięgają po każdą dostępną pomoc. Po kilka tysięcy
złotych płacą prawnikom za negocjacje z likwidatorem. Byli gotowi zapłacić również za profesjonalnego
mediatora. Po podjęciu próby mediacji z właścicielami Eko-Bau, nie podjął się
on zlecenia i nie odebrał zapłaty. Stwierdził, że konflikt jest
nierozwiązywalny, dopóki z jednej strony nie ma żadnej woli porozumienia.
Większość klientów Eko-Bau sfinansowała inwestycje z kredytów hipotecznych. „To są inwestycje naszego życia, a kredyty hipoteczne ciężko jest spłacić w ciągu dwóch lat. Miesięczne raty w przypadku większości nas przekraczają dwa tysiące złotych” – mówi kolejny klient Eko-Bau.
W związku z nieuregulowaną kwestią własności płacą dużo więcej za obsługę kredytów. „Brak aktu własności, a co za tym idzie, wpisu do hipoteki powoduje, że miesięczna rata kredytu jest wyższa o kilkaset złotych ubezpieczenia.” – dodaje kolejna osoba poszkodowana w tym konflikcie.
Poza tym banki nie czekając na dalszy przebieg zdarzeń
wymagają od klientów złożenia oświadczeń majątkowych, a jeśli wkrótce akty nie
zostaną podpisane, banki mają prawo wypowiedzieć umowy kredytowe. „Taki stan
nie będzie trwał wiecznie. Były już naciski ze strony banku na niektóre osoby.”
– mówi XY.
Większość z nich sprzedała poprzednie nieruchomości i ze
wsparciem kredytowym zapłaciła za szeregówki w Smolcu. Teraz od niespełna roku
jednocześnie spłacają raty kredytu i wynajmują mieszkania. Mają też związane
ręce, bo bank nie udzieli im w takiej sytuacji kredytu na kolejną nieruchomość.
Poszukiwany, żywy,
nagroda 100 tys. złotych
Marek Serkieza w rozmowie z Money.pl mówi, że ma problemy z
osobistym spotkaniem ze wspólnikiem Romanem Jędrzejczykiem i zawsze rozmawia z
jego pełnomocnikami – nigdy osobiście. Negocjują wyłącznie za pomocą
pełnomocników. Podobnie wygląda sytuacja między nim a Tomaszem Magdziakiem, współwłaścicielem
firmy, która była generalnym wykonawcą dla Eko-Bau.
Postanowił więc na łamach Gazety Wyborczej zaprosić go na spotkanie w Karczmie Młyńskiej we Wrocławiu. Opublikowano kilka takich zaproszeń. Każde z nich gwarantowało 100 tys. złotych każdemu, kto skutecznie powiadomi Tomasza Magdziaka o spotkaniu, co zostanie przez niego potwierdzone na tymże spotkaniu.
Tak wysoko wycenił to spotkanie z uwagi na fakt, że, jak
twierdzi, ”jest w posiadaniu dokumentów których wyjaśnienie wymaga spotkania z
Tomaszem Magdziakiem.” „Mam też prywatne rozliczenia z Panem Tomaszem” – mówi.
Poszukiwany nie zgodził się jednak na to spotkanie. „Ja nie chcę z nim rozmawiać, bo się go boję. Poza tym wystarczyło, żeby podszedł do płotu i krzyknął. Mieszkamy bowiem obok siebie” – mówi w rozmowie z Money.pl Tomasz Magdziak.
Jeśli nie wiadomo, o
co chodzi…
Wszyscy poszkodowani w tej sprawie klienci są przekonani, że kłótnia między udziałowcami spółki
Eko-Bau dotyczy pieniędzy. Potwierdza to też Marek Serkieza, mówiąc: „Walczę o
pieniądze. To nie są kwoty rzędu kilku milionów złotych. To bardzo medialne
cyfry.”
O bajońskich sumach słyszeli też klienci: „Zabawne jest to, że wszyscy nam oświadczają, że to dla nich żadne pieniądze. Wydają ogromne kwoty na prawników. Wydaje nam się, że nie chodzi jednak o nasze pieniądze, ale o naprawdę duże sumy między nimi. W tym całym interesie nasze kwoty są dokuczliwe tylko dla nas” – mówią.
„Mądrzy ludzie mówią, że to już nie chodzi o pieniądze. A
jak nie chodzi o pieniądze, to jest gorzej” – mówi w rozmowie z Money.pl Roman Jędrzejczyk – „Facet
się zachowuje dziwnie.” Podobne zdanie ma współwłaściciel firmy, która była wykonawcą inwestycji dla Eko-Bau, Tomasz
Magdziak: „Nie chodzi o pieniądze. Zaszedł inny gwałt. W pewnym momencie coś
dziwnego stało się z Serkiezą, zaczął się zachowywać niepokojąco.”
„Nikt oprócz Serkiezy nie wie, dlaczego tak się stało. Dlaczego wysadził w powietrze taki biznes? I to w okresie największej hossy na rynku deweloperskim” – mówi Tomasz Magdziak. „Tak naprawdę działa już wyłącznie na swoją szkodę. Tych mieszkań zostało tak niewiele, że to już ekonomicznie nie ma sensu” – dodaje wspólnik Serkiezy w spółce Eko-Bau.
„Czekamy na decyzję Marka Serkiezy. Jeśli będzie ona niekorzystna dla nas, posypią się sprawy przeciw niemu i spółce. Pozwiemy go o odszkodowanie. Myślę, że Serkieza zdaje sobie sprawę z tego, że to my jesteśmy głównymi poszkodowanymi w tej sprawie, nie mamy z tym nic wspólnego, to na nas się wyżywa nie dając tej zgody i konsekwencje tego poniesie” – mówi kolejny poszkodowany.
Oszczędny dom
Rzeczoznawcy majątkowi
Pośrednicy w obrocie nieruchomościami
Notariusze
Inwestycje
Zarządcy nieruchomości
Deweloperzy
Kalkulator kosztów zakupu nieruchomości
Wzory dokumentów
Kalkulator kredytowy
Zamówienia publiczne
Sprawdź czy otrzymasz kredyt z dopłatą
Ubezpiecz nieruchomość
Księgi wieczyste On-line
Re: Z deweloperem nie wygrasz bez aktu
ile kosztuje podpisanie umowy wstepnej w formie aktu notarialnego?
Re: Z deweloperem nie wygrasz bez aktu
Re: Z deweloperem nie wygrasz bez aktu
Tyle sie mowi o naiwnosci a niektorzy nic sobie z tego nie robia. Jak potem wytlumacza swoim dzieciom wlasna naiwnosc? Ilu z nas tym razem wyniesie nauke?
moze ja sie wypowiem: posiadam (czytaj: mieszkam i mam akt) szeregowke wlasnie na osiedlu lesnym kupiona od EB
1) Nie podpisywalem umowy przedwstepnej w formie aktu gdyz wiazalo sie to z dodatkowym kosztem za pieczatke u notariusza
2) majac umowe przewstepna spisana nawet na papierze toaletowym ryzykuje sie ze sprzedawca nie podpisze a.n. (no risk no fun)... wplacona kasa nie przepada (chyba ze majatek spolki likwidowanej nie pokrywa jej zobowiazan) gdyz wplacone pieniadze sadownie sie bez problemu sciagnie tym bardziej ze majatek firmy jest spory z tego co wiem
3) gdyby nie wzrost cen nieruchomosci sprawa by sie nikt nie interesowal... oszukani klienci "wydrapaliby" sadownie wplacona kase i kupili sobie cos innego -> problem w tym, ze dzis ceny sa x2 i za "kase na szeregowke w 2005" w 2007 mozna kupic srednie mieszkanie
-> znaczy sie spolka teraz moze (a moze to nie takie proste jezeli do dzis tego nie zrobili???...) oddac wplacona kase + umowne 10% (chyba umowa przedwstepna nawet taki przypadek regulowala).. a nastepnie sprzedac szeregowki/mieszkania w cenie +100% -> czysty 'uczciwy' zysk latwo policzyc
Kto w tej sprawie jest dobry a kto zly to ja nie wiem.. moze obaj wspolnicy sie zgadali i jeden udaje zlego a drugi dobrego a na koncu kasa sie podziela jako wlasciciele spolki).. moze Ms szachuje wspolnika bo cos tam.. ciesze sie, ze sprawe ogladam z boku, rozumiem ludzi co dostaja polecone z banku z infem ze nalezy wypelnic warunki umowy kredytowej i zalozyc hipoteke bo bank rozwiaze umowe kredytowa
a dlaczego tak jest? proste: bo ruch reki notariusza (moment przybicia pieczatki) jest drogi (w USA to ponoc pare dolarow kosztuje bo notariuszem po krotkim kursie sie zostaje) i ludzie probuja uniknac dodatkowych kosztow narazajac sie na ryzyko
Przemek
Deweloper przeciez nie powiedzial ze nie podpisze umowy przedwstepnej w formie aktu notarialnego. Wszyscy kase wplacili bo zaufali! Zaufanie w biznesie!?
W pierwszym moim poscie napisalem ze ja zadbalem o bezpieczensto mojej inwestycji sam a nie spuszczam sie na pis tak interlokutor lokator :(
Czy warto sie ubezpieczac? Niech kazdy sam sobie odpowie.
Mi tez jest zal ludzi ktorzy powaznie ucierpieli na tej i podobnych sytuacjach.
Zal mi rowniez "lokatora", ktory jeszcze wiele goryczy przelknie w zyciu
jesli szybko nie zmadrzeje :)
Do takich oszustwa zachecil developerow nienaturalny wzrost cen mieszkan. na OL to byl drastyczny przypadek ale znam inne przypadki gdy firma developerska domagala sie doplat grozac wlasnie takim postepowaniem. Kupujacy z 2005 nie spodziewali sie (kto sie spodziewal?) takiego wzrostu cen, ktory otworzyl droge do takiego 'spekulacyjnego' odstapienia od umowy sprzedazy (nawet jezeli wiazalo sie to z placeniem jakis kar czasem w umowie przedwstepnej zapisanych)
Wszystko przez uklad pt. 'notariusze', ktorzy za dlubniecie w nosie kase biora na poziomie miesiecznej wyplaty przecietnego Polaka
Swoja droga dziwne, ze banki toleruja nienotarialne umowy przedwstepne.. w koncu docelowym zabezp kredytu jest hipoteka a przeciez jak developer z aktu sie wykreci to zalozona byc nie moze
Przemek
Natomiast zgadzam sie z Toba co do tego, ze zwyczajny konsument kupujacy mieszkanie po to aby w nim mieszkac
powinien byc w jakims zakresie chroniony. W jaki i przez kogo? Nie teraz o tym.
Zdadzam sie rowniez z Toba, w tej kwesti najmocniej, ze banki zachowuja sie dziwnie.
Moze podstepnie? Nie wiem. Sprawa wymaga analizy jesli faktycznie udzielaly kredytow
hipotecznych bez hipoteki. W takim przypadku powinien byc to problem rowniez banku,
ktory wykazal sie tutaj nadmierna chciwoscia.
Przemek
Wypowiadasz sie nt prawa nie majac o nim
zielonego pojecia!
Co ty możesz wiedzieć.
Glosoj se na kaczki ciemniaku i modl sie
o sprawiedliwosc. Jestescie skazani na porazki
nieudacznicy!
Chyba tata bił Cię gdy byłeś mały, teraz moczysz się w nocy a na forum wylewasz flustracje.
Dlaczego nie zaczekales na jedno z
3 milionow mieszkan?
Tak się składa, że je mam!
Aż się wierzyć nie chce, że Polskie prawo jest tak p******e i nie ma w Polsce
instytucji ani Ludzi dobrej woli którzy mogli by zobowiązać dewelopera do
szkoda, ze nie ma w Polsce kogokolwiek kto zobowiazalby Ciebie do myslenia!
Chocby najdrobniejszego!
Nie osmieszaj sie wiecej nie pisz glupot.
PS. Twój Nick mi mówi z kim się utożsamiasz - błahaha... i na pewno to nie jest autor.
wdawał w szczeniackie sprzeczki
nie pytalem Cie o wiek.
poziom Twoich
wypowiedzi na forum money jest żenujący.
te slowa napisane przez Ciebie to dla mnie komplemet.
W Twoim przypadku nie mozna mowic o poziomie,
no chyba ze o depresji.
Jesli czegos nie rozumiesz to nie komentuj.
Nie boj sie tego. Staraj sie zrozumiec.
Twój Nick mi mówi z kim się utożsamiasz
i vice versa :)
EOT bez pozdrowien i tak duzo czasu Tobie poswiecilem.